Koncert "Słoneczne Ballady"

2012-02-01

Koncert

3 lutego 2012 roku
godz. 19:00
wstęp wolny

"Słoneczne Ballady" - koncert w wykonaniu Ryszarda Makowskiego (śpiew, gitara), Bartosz Mieczniki (gitara).

RYSZARD MAKOWSKI:
Wielu ludzi narzeka, że urodzili się za wcześnie, że chętnie byliby młodsi o ileś tam lat, że życie im przeleciało... Mnie też już trochę przeleciało, ale mam dziwne przeświadczenie, bycia w odpowiednich momentach tam, gdzie powinienem być. Odczuwam zadowolenie z tego, że urodziłem się 16.081955 r., czyli w momencie kiedy na świecie zaczynał królować rock'n'roll. W tym właśnie roku zadebiutował Elvis Presley. Niestety moje życie nie zaczęło się za bardzo wesoło, bo 09.01.1962 r., zginął tragicznie tata - Zdzisław Makowski. Zdarzenie to wywarło oczywiście ogromny wpływ na moje dalsze losy. Pomijając względy ewidentne, ojciec ukazał mi się po śmierci i ten obraz został już we mnie na zawsze. Nie mógł mnie wychować, ale wiedziałem, że chciał mi tym dać jakiś znak, jakąś wskazówkę, co do porządku świata i uświadomił, że będzie przy mnie. Potem miałem okazję przekonać się niejednokrotnie o sile nieziemskiej opieki. Dzieciństwo wypadło mi w magicznych latach sześćdziesiątych i cieszę się niezmiernie, że mogłem o nie „zahaczyć". W Polsce panowała wtedy siermiężna gomułkowska komuna, ale po pierwsze - nie zdawałem sobie z tego sprawy, po drugie - duch tamtych lat przenikał nawet przez „żelazną kurtynę". Działo się to dzięki muzyce. Sączyła się „trucizna" z Zachodu, podważając osiągnięcia jedynie słusznego ustroju. Jazz jakoś do mnie nie dotarł, a jeśli to śladowo. Natomiast melodyjne piosenki tamtych lat osłodziły mi nie zawsze wesołe chwile codzienności. W Międzylesiu, gdzie mieszkałem przy ilicy Krupniczej 1, w dużym rodzinnym domu, często leżąc na podłodze puszczałem raz za razem ukochane płyty. Na mitycznym adapterze „Bambino" słuchałem słuchałem „Czerwonych Gitar", potem przyszli „Skaldowie", „Niebiesko- Czarni" Czesław Niemen i wielu, wielu następnych. Pamiętam jak bodajże na Sylwestra 1965 r., usłyszałem po raz pierwszy zespół The Beatles. Skądś znalazła się taśma z Londynu (!!!) z nagraniami właśnie The Beatles. Grupa ta z pewnością wywarła na mnie największy wpływ muzyczny. Jest to najwspanialszy zespół, jaki się pojawił. Dużo było i jest dobrych grup i dobrych muzyków, ale tak natchnionej muzyki nie stworzył nikt i nie wiem, czy za mojego życia stworzy. Ukończyłem Szkołę Podstawową nr 138 w Międzylesiu. Potem LO XXVI w Aninie. Całkiem przypadkiem skończyłem Wydział Chemii Politechniki Warszawskiej. Obroniłem się 5.10.1981 r z katalizy heterogennej. Potem pracowałem w Polskiej Akademii Nauk. W 1984 r doszedłem do warsztatu szwagra, w którym z wieloma perturbacjami dotrwałem do początku lat dziewięćdziesiątych. W latach osiemdziesiątych występowałem w klubach studenckich i nawet dostałem parę nagród na różnych festiwalach i przeglądach. Śpiewałem satyryczne piosenki „pod gitarę", co spowodowało zakwalifikowanie mnie przez środowisko do nurtu kabaretowego. Z amatora powili stawałem się zawodowcem. Potwierdza to legitymacja ZAKR-su i ZAiKS-u, których to organizacji jestem członkiem. W 1990 r doszedłem do Kabaretu OT.TO, a na początku 2001 odszedłem. Początek XXI wieku, zawodowo nie był dla mnie rewelacyjny. Nie potrafiłem znaleźć się w branży artystycznej i nawet nie wiedziałem czy chcę się w niej znaleźć. Gdy zaproponowano mi posadę dyrektora Domu Kultury „Praga" przyjąłem ją. Nie z wielką euforią, ale było to jakieś nowe wyzwanie i uporządkowanie moich spraw, które w tamtych czasach przybierały nie zawsze dobry obrót. Do głowy mi nie przyszło, że stanowisko dyrektora Domu Kultury może być stanowiskiem politycznym. Dostałem je w czasach PiS -u, w 2002 r. więc, gdy przyszła Platforma, w 2008 r. zostałem w ramach „dorzynania watahy" pozbawiony posady. Tak się złożyło, że od 2003 roku, związałem się Kabaretem „Pod Egidą". W tym kabarecie zawsze dominowały tematy polityczne i śmiano się z władzy. Miałem wtedy dobry okres twórczy i dużo pisałem, a nawet zdarzało się celnie. Na jesieni 2007 roku, kiedy Platforma wygrała wybory, stała się z woli ludu obiektem, którego nie można było nie zauważyć w kabarecie. Napisałem parę piosenek „w tem temacie", między innymi „Platforma Cię Kocha". W okolicznościach, które opiszę może kiedyś, te piosenki znalazły się na You Tubie. Obrazek był siermiężny, ale treść nie pozostawiała wątpliwości. Muszę być wstrętnym pisowcem. Za czasów miłościwie panującej Platformy, pojawiły się takie antagonizmy w narodzie, jakich nie było nigdy wcześniej. Nawet „komuchy" nie byli objęci takim ostracyzmem, jak ci, którzy pozwolili sobie na grzech nie uwielbiania rządu Donalda Tuska. Salon nie tolerował takich herezji. W 2009 r. poczułem się jak dysydent. Dyrektorzy Domów Kultury, których oczywiście znałem, gdy mieli mnie zaprosić na występ, to albo się bali zwierzchników, albo byli na tyle zniesmaczeni moją postawą ideologiczną, że też nie widzieli możliwości zorganizowania mojego recitalu. Oczywiście nie wszyscy. Co więcej, samo występowanie w kabarecie „Pod Egidą" stało się bardzo podejrzane. Wstęp do mediów w zasadzie zakazany albo reglamentowany. Na szczęście jest teraz internet.

Przez te wszystkie lata coś zawsze pisałem. Poziom tego był bardzo różny i teraz też bywa różny, ale nie potrafię przestać. Nie jestem twórcą, o którego upomni się wieczność. Jednak tworzenie choćby piosenek, czym zajmuje się od szkoły podstawowej, sprawiło mi wiele radości, chociaż nie raz było powodem utrapień. Nie samo pisanie, co konfrontacja mojej twórczości z nie zawsze chętnym do akceptacji światem. Czasem świat miał rację, a czasem nie. Klecę coś cały czas i myślę, że mam teraz twórczo bardzo dobry okres. A pisuję rzeczy różne, od artykułów prasowych do sztuk teatralnych. Jeszcze chyba tych najważniejszych rzeczy nie napisałem.

Ze spraw osobistych, to w 28.12.82 r. zawarłem związek małżeński z Barbarą Głuchowską. Mamy dwoje dzieci - Weronikę, 27.03.1986 r. i Aleksandra, 13.08.1990 r. To dzięki jego umiejętnościom powstała ta strona.

Zacząłem od tego, że moje życie wypadło w dobrych czasach.

Po pierwsze - nie było mi dane uczestniczyć w żadnych wojnach, ani powstaniach, co na tych ziemiach należy raczej do rzadkości. Zaliczyłem lata okupacji sowieckiej, ale coś przecież musiało się tutaj dziac. Stan Wojenny był okresem beznadziejnym, ale z drugiej strony zacząłem wtedy lepiej pisać satyry. Miejmy nadzieję, że jeszcze trochę da się tutaj wytrzymać bez konfliktów zbrojnych, chociaż to nigdy nie wiadomo.

Po drugie - jestem pokoleniem współczesnym Janowi Pawłowi II. Żadne pokolenie Polaków nie miało Papieża i pewnie nie będzie miało. Nie jestem osobą nadmiernie praktykującą, ale Karol Wojtyła wyrastał zdecydowanie ponad przeciętność. W marcu 2009 roku wziąłem udział w telewizyjnym Wielkim Teście Historii o Janie Pawle II i czytając o nim zrozumiałem jaka to jest wielka osoba. Niestety nie byłem nigdy w Rzymie.

Po trzecie - za mojego życia Polska odzyskała wolność. To też w dużej mierze zasługa Jana Pawła II. W 1989 r. wyzwoliliśmy się z pod okupacji sowieckiej. Upadło wielkie mocarstwo. Ta nasza wolność jest dosyć koślawa i Trzecia czy momentami Czwarta Rzeczpospolita, mankamentów ma co nie miara, ale to już od nas zależy jak spożytkujemy ten dar Boży. Nasza obecność w NATO i w Unii Europejskiej, przez moich rówieśników może być odbierana z kategorii since - fiction.

Po czwarte - mogłem się zetknąć z naprawdę wartościową sztuką. Paradoksalnie bardziej za komuny, niż teraz. Dobre wzorce są najlepszą szkołą.